Łosie ocalone. Na razie

Ratkiewicz kpi sobie z ludzi: „[…] do każdego wzywać przenośny ultrasonograf. Ale to jest bardzo drogie i nie mielibyśmy możliwości pobrania aż tylu prób” Po pierwsze dlaczego wzywać, można od razu wybrać się na usypianie z aparatem. Aparat można nawet kupić jak już udało się dostać zgodę ministerstwa na odstrzał kilkudziesięciu łosi to o wiele łatwiej jest dostać grant na kilkanaście tysięcy. Zresztą jak to jest aż tak wielki problem dla leśników to oni mogli by ten grant ufundować. Groteskową wręcz kpiną jest stwierdzenie, że więcej łosi da się przebadać przez odstrzał niż przez badanie żywych. Zapewne chodzi raczej o XIX wieczną mentalność autora – przyniosą mi zwierza na stół, raz dwa zbadam, posprzątają po mnie a nie będę się taplać w błocku… Może być też inna motywacja „zrobimy sobie imprezę z dziczyzną”. Jakby ministerstwo środowiska cokolwiek się ceniło to przynajmniej kazało by słono zapłacić za każdego odstrzelonego łosia. Wtedy leśnicy i Ratkiewicz zastanowili by się czy rzeczywiście łosie aż tak bardzo im przeszkadzają.